Strona główna

just close... my eyes...


zawsze śmiałam się z ludzi, którzy woleli przemilczeć pewne sprawy. kolejny raz życie nieco mnie koryguje. oczy mnie bolą, głowa, z nosa schodzi mi od kataru skóra. jestem podrażniona fizycznie a ostatnio cierpi też moja dusza. nie dość że w radiu ciągle pieje ta furtado, to jeszcze nie chce mi się gadać o pewnych, oczywistych dla mnie rzeczach. po raz pierwszy wolę przemilczeć. przyznać rację, dla świętego spokoju, albo najzwyczajniej urwać temat. a wszystko nie po to, żeby zbyć osobę, ale zbyć temat. ostatnio też odkryłam inną stronę mojego debilizmu. dowiedziałam się, że to właśnie ja tworzę jakieś niestworzone teorie, które potem są przedmiotem dyskusji. co ja sobie w ogóle wyobrażam? że jak powiem to będzie zrozumiane? a może jestem nadwrażliwa? że jak raz powiem "może faktycznie masz rację, bo nie znalazłam tego w kodeksie" to utnę temat? a właśnie, że nie. każda najmniejsza pomyłka będzie wyciągnięta, omówiona i przerwałkowana po stokroć. Mimo, że sama sobie jeszcze nie udowodniłam iż faktycznie w kodeksie tego nie ma, a pronounciation zasady znam i jakoś mnie nikt nie przekona. buta? być może, ale poparta podpisami profesorów wykładowców Cambridge. i co jeszcze w tym temacie powiedzieć? lepiej już nic. zamilknąć w takiej sytuacji, bo jeszcze stanie się to znowu sławetną "TEORIĄ ANNY S." której cechą charakterystyczną, zresztą jak każdej innej jest brak poparcia w otaczającym nas świecie. tak jakby każde wypowiadane zdanie było wewnętrzniekondtradyktoryjne, bo przecież nie syntetyczne. gdzie tu odwołanie się do otaczającej nas rzeczywistości. oto nowy odcien mojego debilizmu, którego jeszcze nie znałam. a najgorsze, że wcale nie chcę go poznawać. i albo ktoś to robi specjalnie, albo tak po prostu samo się dzieje. a może wszystko na raz. a może jestem zmęczona. a może powiedzieć, że... ... ... że mi zwyczajnie przykro i nie umiem pokazać tego, że jestem słaba? i że pare łez popłynęło w ciszy po policzku? bo jak się słyszy, że twoje teorie to bzdury od osoby bliskiej to... ah... szkoda więcej słów.
madegravity 2007-06-01 23:28:31
skomentuj (1)